Kilkanaście sesji AI naraz: jak nad tym zapanować
Po miesiącu pracy z asystentem AI okien terminala jest kilkanaście i nie wiadomo, która rozmowa czeka na decyzję. Opisujemy narzędzie, które zbudowaliśmy, żeby to uporządkować.
Punkt wyjścia: dwadzieścia dwa zapomniane procesy
W tle działały dwadzieścia dwa procesy, ponad pięć gigabajtów pamięci, część sprzed trzech tygodni. Żadne okno nie pokazywało, która rozmowa czeka na odpowiedź.
Co okazało się najważniejsze
1. Stan każdej rozmowy
Lista sesji: pracuje, czeka na decyzję albo gotowa. Do tego, co robi i od jak dawna.
2. Pytania, które blokują pracę
Jedenaście sesji stało na pytaniu, którego nikt nie zobaczył. Narzędzie odpowiada samo, a gdy decyzja wymaga człowieka, wysyła powiadomienie na telefon.
3. Koszty i limity na wierzchu
Koszt każdej rozmowy i ile zostało limitu. Przy okazji wyszło, że naiwne sumowanie zawyżało zużycie ponad dwukrotnie.
4. Zadania w tym samym miejscu
Zadanie przeciąga się na godzinę w kalendarzu albo wysyła prosto do sesji jako polecenie.
Co z tego wynika dla firm
Dziesięć automatyzacji bez jednego miejsca, w którym widać ich stan, koszt i błędy, to ten sam bałagan co dwadzieścia dwa okna terminala. Warstwa nadzoru jest częścią wdrożenia.
Najczęstsze pytania
Dla kogo jest takie narzędzie?
Dla osób, które prowadzą kilka rozmów z asystentem AI równolegle. Przy jednej rozmowie dziennie terminal wystarczy.
Czy to zastępuje asystenta AI?
Nie, to warstwa nad nim. W środku działa ten sam program, a panel dokłada stany, koszty, limity i powiadomienia.
Co z bezpieczeństwem danych?
Wszystko działa lokalnie. Transkrypty i notatki nie opuszczają komputera, a klucze są w zaszyfrowanym pliku.
Ile to kosztuje?
Nic. Kod jest otwarty na licencji MIT. Płacisz tylko za asystenta AI.